Śliwowica łącka

Śliwowica łącka to klarowny destylat, bezbarwny albo lekko żółtawy, o zawartości alkoholu przekraczającej 70 procent. Ma intensywny zapach dojrzałych śliwek i wyraźnie owocowy, rozgrzewający smak. Pochodzi z Łącka w dolinie Dunajca, gdzie sady śliwkowe od wieków wyznaczają rytm życia mieszkańców. Od 2005 roku figuruje na Liście Produktów Tradycyjnych (LPT) prowadzonej przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi i jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych trunków Małopolski.

Czym jest i jak ją rozpoznać

To wódka owocowa uzyskana z przefermentowanych śliwek, głównie węgierek. Świeża jest przejrzysta jak woda, a gdy leżakuje w dębowych beczkach, nabiera złocistego odcienia i łagodniejszego, okrągłego smaku. Dobra śliwowica pachnie owocem, a nie spirytusem, i pozostawia długi, ciepły posmak z nutą pestki. Mimo wysokiej mocy ceni się ją za czystość aromatu.

Jak powstaje

Dojrzałe śliwki zbiera się późnym latem i jesienią, a następnie zostawia do spontanicznej fermentacji, bez dodatku cukru i drożdży hodowlanych. Gdy zacier jest gotowy, destyluje się go w miedzianych alembikach. Gorzelnik oddziela pierwszą i ostatnią frakcję, a do dalszej produkcji wybiera tylko środkową, najczystszą część destylatu. Część trunku leżakuje potem w beczkach z dębu, które łagodzą smak i nadają mu barwę. Cały proces wymaga doświadczenia, bo o jakości decydują owoce, czas fermentacji i precyzja przy destylacji.

Sady i gorzelnie w Łącku

Śliwy rosły w okolicy już w XII wieku. Prawdziwy rozwój produkcji przyniósł jednak przełom XIX i XX wieku. W latach 1882–1912 w Łącku działała gorzelnia rodziny Grossbardów. Jej właściciel, Samuel Grossbard, zatrudniał gorzelnika Salomona Goldcheina, a trunek sprzedawano jako „Śliwowicę Pejseczną” z pierwszą znaną etykietą. Nie wszyscy byli entuzjastami: miejscowy proboszcz, ks. Jan Piaskowy, sprzeciwiał się produkcji alkoholu. Później w Łącku działał także Inkas Ferber, który wytwarzał śliwowicę koszerną — około 2000 litrów rocznie, wysyłanych m.in. do Palestyny.

Po wojnie trunek zyskał żartobliwe miano „krasilicy”, a miejscowi powtarzali, że „daje krzepę i krasi lica”. W wielu domach do dziś przygotowuje się własne etykiety, a butelka śliwowicy jest tradycyjnym podarunkiem dla gości.

Sady śliwowe są w okolicy Łącka nieodłączną częścią krajobrazu. Wiosną stoki pokrywają się bielą kwitnących drzew, a jesienią gałęzie uginają się pod ciężarem granatowych owoców. Ze śliwek robi się tu nie tylko destylaty, ale też powidła, susz i kompoty, a owoce sprzedaje się na lokalnych targach. Sadownictwo od pokoleń daje zajęcie wielu rodzinom, a umiejętności przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Jesienne zbiory to dla mieszkańców ważny czas, a zapach dojrzałych owoców unosi się wtedy nad całą doliną.

Jak podawać

Śliwowicę pije się z umiarem, w małych kieliszkach, w temperaturze pokojowej lub lekko schłodzoną.

  • Jako digestif po obfitym obiedzie.
  • Do deski serów, zwłaszcza owczych i wędzonych.
  • W kuchni: kilka kropli do sosu śliwkowego do pieczeni lub dziczyzny.
  • Do nasączania biszkoptu w ciastach z owocami.

Trunek jest przeznaczony wyłącznie dla osób pełnoletnich. Po degustacji nie należy prowadzić samochodu.

Gdzie spróbować

Łącko najpiękniej wygląda wiosną, gdy kwitną tysiące drzew owocowych, a w maju odbywa się Święto Kwitnącej Jabłoni. Jesienią sady pachną dojrzałymi śliwkami. Miasteczko jest dobrą bazą do wycieczek po Beskidzie Sądeckim i do spływu Dunajcem, a w okolicznych gospodarstwach agroturystycznych można poznać tradycję uprawy śliw. Z Łącka blisko też do Starego Sącza i Nowego Sącza.

Kieliszek śliwowicy łąckiej opowiada historię doliny, w której sady, gorzelnie i gościnność od ponad stu lat idą w parze.

Jeśli widzisz błąd we wpisie — napisz proszę do redakcji pod adres info@nietylkopierogi.pl:

Źródła:

Zobacz też